Siódma planeta Prolog cz.I powieść science fiction

SIÓDMA PLANETA

ostatni Władca Magii

Na pięknym dywanie z kwiatów zakończyła się ich ostatnia droga,

Dla całej ludzkości we wszechświecie niech to będzie przestroga.

Prolog część I

Jasna Gwiazda Siódmej Planety układu Keron powoli wznosiła się nad wzgórzami. Jej promienie, kąpiąc się w porannej mgle, rozgrzewały górskie, czyste powietrze. Zanosiło się na całkiem przyjemny, ciepły dzień. Gdyby nie dochodzące z doliny jęki, byłoby cicho i spokojnie. Nawet wojownicy otaczający dolinę wpisywali się w ciszę otoczenia. Nie było żadnego wiwatowania, ani okrzyków radości. A przecież odnieśli historyczne zwycięstwo: pokonali swoich największych ciemiężców.

Wielki Wódz Mronów - Farosna napawał się krwawym widokiem: piękna, zielona dolina gęsto zasłana trupami ostatnich ludzi. Jego zwycięskie wojska wraz ze sprzymierzonymi Harpiami, otaczały całą okolicę, dobijając resztki ludzkiej, wolnej rasy. Na zboczu przeciwległej góry dostrzegł skinienie głową w geście pozdrowienia od wodza Harpii - Torwa. Harpie dzielnie wspierali Mrony w wieloletniej walce z ich niedawnymi wrogami, Panami i .. stwórcami, czyli z ludźmi.

Farosna wyglądał jak każdy Mron. Miał trzy nogi, trzy ręce, ludzką głowę i twarz. Był jak prawie każdy Mron: barczysty i bardzo silny. Za to lubili ich ludzie, za siłę tak niezmiernie przydatną w codziennych pracach. Wspierał się na trzeciej nodze. A w tylnej, trzeciej ręce trzymał lornetkę, którą raz po raz sprawnie od góry przykładał do dwojga oczu. Dzięki temu mógł niemal z bliska sycić się klęską swoich największych wrogów. Choć gdyby nie miał trzeciej tylnej nogi i ręki, można by go pomylić właśnie z nimi: ludźmi. Ale biada temu, który próbowałby nazwać go człowiekiem. Chyba większej obrazy, żadnej szanujący się Mron nie mógłby doznać. Bo nie godzi się szanowanego, prawego  Mrona wyzywać od  paskudnego, leniwego człowieka. Nikomu „nie uszłoby to na sucho”. Nikomu!

„Ale to już koniec” - rozmyślał Farosna. „Koniec tej okrutnej ludzkiej rasy! A wszystko dzięki temu” - popatrzył na swoje biodra. Miał na nich Pas Energetyczny, będący podstawą sukcesu sprzymierzonych przeciwko ludziom ras. Przypomniał sobie jak kilka miesięcy temu oddziały wroga, z broni palnej zdziesiątkowały pierwszą dużą rebelię Mronów. To była straszna masakra. Nikogo nie oszczędzili, zabijali jego pobratymców, bez względu na wiek czy płeć. Zdecydowali przeprowadzić totalną zagładę Mronów na Siódmej Planecie. A potem, gdy setki tysięcy bohaterskich Mronów ukrywały się po przegranej bitwie w górach, przybyli Harpie. Pokazali swój wynalazek: Pas Energetyczny. Po założeniu i włączeniu, wytwarzał on przez kilka godzin Ognistą Kulę Ochronną. Broń palna nie była w stanie się przez nią przebić. Możliwa była jedynie walka wręcz. A w tym przypadku przewaga leżała po stronie Mronów i Harpii. Żaden człowiek nie dorównywał siłą nawet najsłabszemu dorosłemu Mronowi. A i Harp był niewiele od Mrona słabszy. „Tak” - pomyślał ponownie Farosna. „Ta broń ochronna, w połączeniu z naszym bohaterstwem i naturalną siłą fizyczną, dały nam zwycięstwo. A ludziom Pas Energetyczny sprawił nieprzyjemną niespodziankę i zagładę. W walce wręcz byli bez szans.”. I tutaj miał rację. Zwłaszcza, że wkrótce po otrzymaniu wynalazku Harpii, Mroni sami wynaleźli Kule Energetyczne, które idealnie nadawały się do pokonania ludzi.

- Nareszcie - powiedział dumny Farosna do zgromadzonych przy nim dowódców oddziałów mrońskich. Każdy z nich majestatycznie wspierał się na lekko ugiętej tylnej nodze. - Zabiliśmy ich tutaj chyba wszystkich. Po całych latach poniżania oraz wykorzystywania do najcięższych, najbardziej niebezpiecznych prac. Teraz już czeka nas tylko chwała i rozwój naszej wspaniałej rasy: Mronów z Siódmej Planety.

Zebrani dookoła Mroni z lekkim pomrukiem zadowolenia i zrozumienia przyjęli słowa wodza. Żaden z nich nie zdecydował się na wypowiedzenie choćby kilku słów. Zapewne zdawali sobie sprawę z doniosłości sytuacji, w której się znaleźli. A może nie chcieli przerywać przemowy niezmiernie szanowanego dowódcy? Przecież to jego geniusz taktyczny doprowadził do wielkiego zwycięstwa nad oddziałami wroga. Wielką zasługą Farosny była także decyzja o sojuszu strategicznym z Harpiami. Dzięki temu uzyskali broń niezbędną do zwycięstwa. A przecież tak wielu Mronów było przeciwko jakimkolwiek rozmowom z drapieżnymi Harpiami.

Z lewej flanki zbliżał się do Farosny i jego dzielnych kompanów, Gorej, zastępca głównego wodza Harpii.

- Chwała Tobie i Twoim niezwyciężonym Mronom - powiedział przybysz schylając głowę w pokłonie.

- Chwała i Tobie, Goreju - odrzekł wódz Mronów. Pomimo odrazy jaką czuł do tej barbarzyńskiej rasy, wiedział, że bez nich nie mieli szans z ludźmi. Choć z drugiej strony, to ludzie byli mu bliżsi. Szczególnie, że podobnie jak Mroni, ludzie preferowali rodzinny styl życia.

„Szkoda dzieci i kobiet, i .. „ - pomyślał Farosna. „Ale niestety byli zbyt dumni i zadufani w sobie, aby spróbować dogadać się z moim ludem. Chcieli rządzić i być jedynymi władcami Siódmej Planety. Sami byli sobie winni! Udawali bogów, nie chcieli dogadać się z dzielnymi i prawymi przedstawicielami mojej rasy. Do końca uważali moich ziomków jedynie za zwierzęta. A czy sami także nie byli zwierzętami” - kontynuował rozmyślania.

- Zgodnie z naszą wcześniejszą umową, chcielibyśmy rozpocząć zabieranie ciał tych podłych ludzi - zdaniem niosącym brutalną prawdę Gorej przerwał rozmyślania wodza sprzymierzonej rasy. - Czy wyrazisz zgodę, aby to już rozpocząć. Dopóki ich krew jeszcze zupełnie nie zastygła.

Harpie zdawali sobie sprawę z faktu, że bez zgody dużo liczniejszych od nich Mronów, niewiele mogą zrobić na tej planecie. Zaakceptowali fakt dominacji mrońskiej, gdy wiele lat temu podpisywali Górski Pakt Antyludzki. Połączył ich jeden wielki wróg: znienawidzony człowiek. Z dwojga złego preferowali przymierze z Mronami. Zwłaszcza, że dla ludzi Harpie byli jedynie bestiami. Dla pozbycia się rasy ludzkiej zaakceptowali przywództwo tych dziwnych trzynogich stworzeń. I to pomimo posiadania zdecydowanie wyższego poziomu inteligencji. Ale cóż nie zawsze mądrzejszy rządzi. Na razie, choć nic nie trwa wiecznie.

- Tak, ja i moi żołnierze opuszczamy tę dolinę i te góry. Dość już napatrzyliśmy się na wojnę i cierpienie. Odchodzimy do naszych siedzib. Już nie możemy doczekać się spotkania z rodzinami. A Wy zgodnie z umową: zabieracie ciała ludzi. - Mówiąc to Farosna spojrzał ponownie na dolinę, ciesząc się ostatni raz zwycięskim widokiem. Choć w tym spojrzeniu było zapewne także dużo goryczy i smutku. Bo czy śmierć tylu tysięcy żywych stworzeń może być powodem do dumy  radości. - Zagrajcie do odwrotu, sygnalisto - mówiąc to skinieniem tylnej ręki wskazał swoim przybocznym kierunek marszu. Wszyscy równo i majestatycznie wykonali zwrot na tylnych nogach. Jak przystało na zdyscyplinowanych żołnierzy przyzwyczajonych do wykonywania rozkazów dowódcy bez zadawania zbędnych pytań. Równym krokiem mrońscy dowódcy oddalali się od placu boju.

Tysiące ciał ludzkich spoczywały wśród zieleni, jednej z największych dolin Siódmej Planety, zwanej przez ludzi: Niebiańskim Dywanem. O zgrozo, niebiańskim! Mężczyźni, kobiety, nawet dzieci .. Prawdopodobnie ostatni przedstawiciele rasy ludzkiej, a przynajmniej ostatni wolni. Polegli w straszliwym boju. Ale czy był to bój, czy jedynie wyrok? Sprawiedliwy wyrok? Rzeź! Od samego początku dzisiejszego dnia skazani byli na zagładę. Ich ostatnia nadzieja - Czarnoksiężnik Merlin nie przybył na pomoc. Ludzie umierali nie rozumiejąc dlaczego im nie pomógł ... On, który wspierał swoich ziomków - ludzi - od wielu, wielu pokoleń. Tym razem, na ostateczną rozprawę z wojskami Farosna nie przybył. Czy był już za stary czy może zbyt słaby? A może już nie obchodzą go losy jego własnej ludzkiej rasy? Lub może po prostu Merlin nie żyje? Tego niestety już się nie dowiedzą.

W ten krwawy sposób wielowiekowe panowanie ludzi w układzie Keron zostało zakończone. Nastąpiła Apokalipsa w najstarszej Starodawnej Księdze przywiezionej wieki temu z Ziemi. Teraz władzę przejęły trzynogie i trzyrękie stwory - Mrony oraz krwiożercze Harpie. Zarówno trzynogie Mrony jak i Harpie to efekty genetycznych eksperymentów prowadzonych przez genialnych i szalonych ludzkich naukowców. Rasa ludzkich Władców poległa, a rasa sług lub jak nazywali ich ludzie: Rasa Podludzkich Zwierząt rozpoczęła panowanie na Siódmej Planecie.

 

DALEJ .. Siódma planeta cz.II powieść science fiction ›

Zobacz w menu podobne do: Siódma planeta - prolog, początek książki SF, powieść łącząca elementy prehistoryczne, fantazy oraz współczesne - powieść, książka, bezpłatna, internecie