Starodawny prolog przebudzenie jestestwa oko za oko

STARODAWNY PROLOG

oko za oko

PRZEBUDZENIE JESTESTWA

„Oko za oko” takie jest prawo mojego ludu,

Wówczas nie muszę szanować życia cudu.

Przez wiele, wiele setek lat żyłem pośród ludzi. Miałem dom, kolejne rodziny, dzieci, kolejne żony, nawet kolejnych ludzkich przyjaciół. Dziwne, prawda? Kim byłem w świecie ludzi? Prawie jednym z nich, szarym, zwykłym człowiekiem. Prawie człowiekiem. Zawsze oddany rodzinie, zwykle pokorny, lecz zawsze niezależny. Było tak do czasu pamiętnych wydarzeń, o których być może już słyszeliście. Ale opowiem o wszystkim w szczegółach.

Zapytacie: „Czy ich zabiłem?”. Tak, zabiłem ich wszystkich - wtedy i później jeszcze wielu innych? Dlaczego? Bo byli gorsi ode mnie? Nie! Po to by chronić rodzinę? A może po to, aby wreszcie się uwolnić, uwolnić od życia w więzach codziennego marazmu i beznadziejnej pustki? Takiej ludzkiej pustki ..

Ale po kolei. Opowiem Wam o wszystkim, o mnie, o tych co kochałem (i wciąż kocham), o tych co zabiłem, a także o tych którzy wciąż żyją, ale bądźcie pewni - nic nie trwa wiecznie .. Nic co ludzkie!

Wszystko zaczęło się roku sarskiego 100-ego. Wtedy zostałem stworzony. Ale najpierw opowiem o 77999-ym. Nie rozumiecie? Jasne - ludzkie ograniczenia. Rodzicie się, uczycie, umieracie a i tak ciągle nic nie rozumiecie. Mam na myśli tzw. 21 wiek ziemski.

Podróżowałem z rodziną po małym ludzkim mieście. Dzieciaki, jak zwykle dokazywały, ówczesna żona trzymała mnie za rękę - to był ten nasz ostatni spacer .. Lekko się ściemniało, miasto sprawiało wrażenie na wyludnione, choć gdzieniegdzie mijaliśmy przechodniów. Byłem zajęty rodziną, chyba nawet nieco szczęśliwy .. Przechodziliśmy obok świątyni. Z bramy kościelnej wyszło kilku osiłków,  dostałem w plecy, upadłem. Tak zczłowieczałem, że nie zauważyłem ciosu. Uwierzycie? Ja, Pan i Władca nie dostrzegłem ciosu marnego człowieka. A dlaczego upadłem? Siła autoperswazji człowieczeństwa? Pozbycie się przemocy? Uwierzyłem, że jestem człowiekiem? I co się dziwisz. Po tych wszystkich latach utożsamiania się z człowieczeństwem, chyba uwierzyłem, że mogę nim zostać, że mogę być jak oni ..

Ale te rozważanie nie są zbyt ważne. Wstałem bez problemu. Zobaczyłem jak jeden trzyma moją żonę, jeszcze próbowałem negocjować, perswadować, jak człowiek? Tak, jak człowiek! Ale oni mieli to gdzieś. Zobaczyłem ostrze błyszczące w ostatnich promieniach słońca. Syna i żonę wciąganych do bramy, bramy do świątyni. Płacz małej córeczki. Taaaak, zczłowieczałem i zaczęły dla mnie mieć znaczenie fakty mało istotne w całym moim długowiecznym życiu.

Po kilku krokach byłem na schodach, kościelnych schodach. Schody do nieba? A może do piekła? A na nich leżą moi najbliżsi. I znowu to ostrze, i kolejny cios, tym razem w szczękę. Tak, znowu się nie obroniłem, ale już nie upadłem. Człowieczeństwo jeszcze walczyło i dostałem kolejny cios, i kolejny, i kolejny .. Od marnego człowieka. Dość! „Oko za oko, ..” Moja pierwotna natura właśnie się przebudziła, usłyszałem ten pierwotny, wewnętrzny głos: „Mogę ich zabić, wszystkich zabić, bez problemu, bez wysiłku. Ale tyle lat spokoju i pokory na nic?” - zapytałem swoje jestestwo. „Zupełnie na nic?”. I znowu to ostrze, tym razem wymierzone w mojego pierworodnego .. Całą wieloletnią równowagę szlag jasny trafił! Nagle poczułem ten smak, smak krwi .. i tę moc .., i tę siłę, a spokój zastąpiła dzika zwierzęca wściekłość. Nie, to nie była wściekłość. To był wściekła radość. Radość z przebudzonego jestestwa. Jak dzikie zwierzę rzuciłem się na najbliższego człowieka. Po chwili już strasznie krwawił .., Rozerwana szczęka, widoczne wgniecenie w żebrach, złamana noga .. To wszystko zrobiłem ja? Taaaak! Ja! Jestem Panem i Władcą! I jeszcze ten ostatni cios, niemalże wgniatający marnego człowieka w schody świątyni. A reszta? Patrzyli ze zdziwieniem mieszającym się z przerażeniem. Ale nie! Mylicie się! Oni jeszcze nie byli przerażeni. Jeszcze nie teraz. To nastąpiło chwilę później, gdy dorwałem się jednym wielkim susem do tego z nożem, tego przy moim pierworodnym. Dziki krzyk przyjemności, takiej przyjemności nie czułem od wielu lat. Takiej niczym niezmąconej, wzmocnionej zapachem świeżo tryskającej ludzkiej krwi. Krwi tego z nożem. Leżał już na schodach świątyni. Brocząc w jego krwi spojrzałem ..

ciąg dalszy w książce Siódma Planeta - już wkrótce ;)

jakby co to pogoń autora :): d.golebiowski (at) poswojsku.pl  lub napisz coś miłego :)