Siódma Planeta
bezpłatna książka on-line

Siódma Planeta Tom Pierwszy

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Chr Ras

Siódma Planeta Przekazanie Magii

„Gdy prawdziwa magia w żyłach, we krwi od wieków płynie,
Z naturalnym przeznaczeniem żaden mag się nie rozminie”

W tym samym czasie co wielka rzeź ludzi w dolinie zwanej: Niebiańskim Dywanem, na Siódmej Planecie w jaskini Merlina - kończył swój żywot wielki mag nad magami ..

- Ojcze, jak mogę Ci pomóc? - zapytywał co chwilę szczupły, niewysoki młodzieniec o jasnobłękitnym spojrzeniu i niezbyt ciemnych włosach. Ubrany był w jasno-błękitną, tradycyjną szatę maga. Poza głową skrywała ona całe ciało. Pochylał się nad starcem leżącym na kamiennym łożu. On także miał na sobie podobny strój, tylko nieco ciemniejszy. Siódma Planeta Astilus Mag Potomek Merlina grafika z logo poswojsku.com.pl

- Ojcze, ojcze, .. - powtarzał młody człowiek ze łzami w młodych, bystrych oczach ...

Starzec przez dłuższą chwilę był nieruchomy, jednak po kilku chwilach poruszył się. A więc jednak jeszcze żył. Wyglądał na bardzo schorowanego i słabego. Chyba jedynie błyszczące, błękitne oczy mogły wskazywać na jego dawną siłę i mądrość.

- Usiądź synu przy moim łożu i posłuchaj mnie ten ostatni raz - powiedział słabym głosem. - Nadeszła ta chwila, do której przygotowywałem Ciebie od prawie pięćdziesięciu lat, a siebie od wielu wieków. Nadszedł moment, kiedy zgodnie z przepowiedniami w naszym rodzie nastąpi zmiana pokoleń. Ja muszę odejść, a Ty ... , Ty staniesz się potężnym stworzeniem ..

- Ależ Ojcze - przerwał młodzieniec. Co prawda wiedział od miesięcy, iż ten dzień nastąpi, ale nie mógł się pogodzić z umieraniem ojca. A może ze śmiercią tych wszystkich wspaniałych ludzi. I to mimo, że nie miał wśród nich wielu przyjaciół. Ba, nawet nie znał ich zbyt wielu. Ale to jednak była jego rasa. Teraz to już „martwa rasa”.

- Nie przerywaj mi - powiedział ostrym tonem starzec! – Wiesz, że mam mało czasu. Nasze losy są już przesądzone. Tak samo jak losu ludzi na tej planecie. Musisz zrobić to, o czym rozmawialiśmy. Wierzę, że jesteś gotowy do wielkiej misji ratunkowej, jaka została dla Ciebie przygotowana przez Wszechświat. Tak samo jak ja jestem gotowy do ostatniej drogi. Musisz opuścić tę planetę. A tutaj, wraz ze mną, skończy się na niej panowanie ludzi. Ale pamiętaj, w Tobie i naszej planecie matce jest jeszcze nadzieja na przyszłość ludzkości. Mam nadzieję, że tej lepszej części ludzkości.

- Czyli jednak to się stanie? Ja będę ostatni na Siódmej Planecie? A co z naszymi przyjaciółmi, znajomymi? Co z ludźmi?

- Wszyscy zapewne polegli. Tak było w mojej wizji i w wielu innych proroctwach. Ścieżki życia sami wybieramy. Wszyscy razem i każdy z osobna. Ludzie mieli przecież wybór: negocjacje, śmierć lub opuszczenie Siódmej planety. Zgubiła ich pycha i brak pokory. Od wieków to samo! Zawsze każdy ma wybór. Świadomie podjęli tę straszną w skutkach decyzję. Tak samo jak wcześniejsze działania, które do tego upadku ludzkości doprowadziły. Teraz wszyscy zapewne już nie żyją. Nie mogłem im pomóc. Wierz mi: nie mogłem - stary człowiek jakby zaszlochał, a może tylko się zakrztusił.

- Już nie mogłem - powtórzył z przytłaczającym smutkiem w głosie. Brak mi siły, nie mam wiary. Jestem stary i zmęczony długowiecznością. Moim wielkim darem oraz jeszcze większym przekleństwem. Na tej planecie zapewne będziesz, jesteś ostatnim człowiekiem. Ale na planecie matce, na Ziemi, ciągle żyją ludzie i jeszcze rządzą swoją planetą - wypowiadając te słowa starzec jakby się ożywił. Lekko podniósł się na lewym łokciu. - Jeszcze! - lekko zakrzyknął. - Ale jeżeli Ty im nie pomożesz, zginą lub staną się niewolnikami. I to przez nas! Pamiętaj, to jest nasze straszne brzemię. Nasza odpowiedzialność i powinność. Aż do śmierci. Twoim zadaniem jest odszukanie także kolejnych planet zamieszkiwanych przez ludzi. Opierając się na moich naukach i wielowiekowych zapiskach dotrzesz do właściwych miejsc we Wszechświecie. Dokończysz moje dzieło: zabezpieczysz przyszłość ludzkiego istnienia. Głęboko wierzę, że z odpowiednimi sprzymierzeńcami jesteś w stanie tego dokonać! Znajdź tylko właściwą osobę na Ziemi. Od niej otrzymasz wskazówki.

- Ojcze, jak mam pomóc Ziemianom? Jestem przecież taki słaby. Nie mam Twojej siły ani magii. A gdybym nawet miał, brakuje mi Twojego doświadczenia.

- Nie obawiaj się! Stanie się jak powiedziałem. Kiedy ja umrę, cała moja moc przejdzie na Ciebie: sztuka magii, sztuka walki i umiejętność przewidywania przyszłych zdarzeń. Nie od razu to się wydarzy. Ale rok po roku będziesz coraz silniejszy. Pamiętaj, że to co najważniejsze, już masz w sobie. Jest to sztuka miłości. Zawsze musisz ją przedkładać ponad inne umiejętności. Magia ma wielką siłę. Ale uważaj synu! Każda moc ma swoje dwie strony: dobrą i złą. Będziesz silny tylko wtedy, gdy potrafisz zapanować nad demonem zła, który jest w Tobie. Każdy Mag ma dwa oblicza: dobro i zło - dobrego wojownika i demona, skłonnego robić najpodlejsze rzeczy. Pamiętaj, aby dobro wzmacniać a zło zwalczać. Niech miłość do czynienia dobra stanowi Twoje życiowe motto. I nie obawiaj się Astilusie – wierzę, iż dobrze Cię przygotowałem Poznasz i okiełznasz swojego demona, a potem użyjesz go do czynienia dobra. Dość gadania. Pora na Ciebie. Musisz dostać się na planetę Ziemia. ... W samym końcu jaskini jest Pokorny Dzwon - nasz, a teraz Twój statek, potrafiący wykorzystać portale czasoprzestrzenne. Ustawiłem jego parametry prosto na Ziemię. Nadszedł czas, aby go wykorzystać. Zresztą, przecież wiesz co masz dalej czynić. Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie.

Młody człowiek potrząsną głową, wykonując coś jakby nieudolne potakiwanie. Z trudem powstrzymywał łzy cisnące się do oczu.

- Gdy odejdę, nie zapomnij o zniszczeniu tego miejsca,. Uściskaj mnie po raz ostatni Astilusie, proszę, proszę synu ... - jego głos wydawał się być coraz słabszy.

Młodzieniec objął ukochanego ojca, który równocześnie wydał ostatnie tchnienie. Obtarł łzę wiszącą u prawego oka. Lekko zaszlochał. Pomimo wielu łez cisnących się do oczu, Astilus nie chciał dłużej rozpaczać. Wiedział, iż ojciec nie zniósł by tego. Ubolewał, że nie może zabrać ciała staruszka, ale taka była jego ostatnia wola. Starzec twierdził, że jego ciało samo zespoli się z naturą.

Syn maga ruszył w stronę statku, oglądając się od czasu do czasu, aby mieć pewność, iż ciało ojca odejdzie w niebyt. Zniknie, tak jak to Merlin zapowiadał. I tak się stało. Po kilku chwilach został się tylko szaro-błękitny obłok powoli unoszący się do góry .. Tak zakończyło się najdłuższe ludzkie istnienie. Wielki Mag Merlin odszedł na zawsze ..

„Ciało Merlina Siódmą Planetę przez wieki całe wspierało,
Duch będzie musiał oglądać to, co zniszczone zostało!”

Z Ziemi przybył wraz z kompanami, licząc na lepsze życie,

Nie wróci na planetę-matkę, ale kocha ją ciągle i skrycie.

Astilus doszedł do krańca jaskini. Przed nim stał wysoki na jakieś 30 metrów i co najmniej trzy, cztery razy szerszy statek czasoprzestrzenny. Wykonany w kształcie spłaszczonego dzwonu. Dół pojazdu był nieco ciemniejszy, a w odległości jednej trzeciej od dołu było lekkie wgłębienie. Biegło ono dookoła statku, który błyszczał się i lśnił. Sprawiał wrażenie jakby jeszcze nigdy nie był użyty ani też solidnie przetestowany. A przecież to od niego zależała przyszłość Astilusa, a może i przyszłość całej ludzkości? Ale wygląd nie oddawał całej potęgi Pokornego Dzwonu, bo taka była nazwa tego pojazdu. Jego możliwości całymi wiekami projektował, budował i udoskonalał Wielki Mag Merlin. Spędził przy tym ostatnie lata swojego życia. Niestety, zmarł zbyt szybko, aby samemu ziścić największe pragnienie: powrót na Ziemię …

Przez otwarte, opuszczone schody młodzieniec wszedł do statku. Zapewne był to moment kiedy pierwsi wojownicy Kerona stawali u podnóża góry, w której kryły się jaskinie Merlina. Zdawał sobie z tego sprawę, przecież dokładnie tak to przedstawił mu jego zmarły ojciec. Klapa schodowa automatycznie zamknęła się za Astilusem. Środek pojazdu rozżarzył się blaskiem tysięcy jasnokolorowych punktów świetlnych, wyraźnie podkreślając idealną, dziewiczą biel wnętrza statku. Młodzieniec poruszał się białym korytarzem w stronę błękitnych drzwi. Otworzył je i wszedł do wnętrza całkiem dużego pomieszczenia. To była sterownia. Biała, calutka bielusieńka: podłoga, ściany, sufit. Podszedł do dużego, także białego fotela. Sprawiał wrażenie bardzo wygodnego. Tuż obok, nad pulpitem sterowania, znajdował się duży ekran, którego elementem była elipsa. Wystawała o jakieś 2-3 centymetry ponad resztę pulpitu. Wyglądała jakby kora drzewa. Gruba, stara kora. Element natury, zupełnie niepasujący wyglądem do nowoczesnego stylu pomieszczenia. Wyryte były na niej jakieś dziwne znaki. Ale o nie Astilus nie musiał się martwić. Zgodnie z uzyskanymi od ojca instrukcjami, przyłożył do środka elipsy lewą dłoń. Mechaniczny, dźwięczny i całkiem miły dla ucha głos kobiecy powiedział:

Siódma Planeta grafika z logo poswojsku.com.pl

- Witaj Astilusie. Twoja tożsamość została potwierdzona. Zgodnie z zainstalowanymi instrukcjami, startujemy w kierunku portalu czasoprzestrzennego. Do otwarcia portalu pozostało 19 minut. Zdążymy bez problemu do niego dolecieć. Połóż się wygodnie na fotelu. Wydaj także komendę odpalenia rakiety, gdy będziesz gotów. Zgodnie z moim programem, bez tej komendy nie możemy się oddalić zbyt daleko od jaskini Merlina.

- „Właśnie, Merlin, mój ukochany i .. zmarły ojciec” - pomyślał smutno Astilus kładąc się na rozkładanym fotelu.

Statek wystartował pionowo. Wznosił się coraz wyżej i wyżej. Jego dolna część, jedna trzecia licząc od podstawy, kręciła się bardzo szybko w lewo, a górna wirowała zdecydowanie wolniej w prawo. Niesamowity widok! Błyszczący, stalowy dzwon, wirujący w różne strony i unoszący się coraz wyżej. Będąc u wylotu góry, Astilus wydał komendę: „Wypuść rakietę B500MT”. Ze statku została odpalona rakieta, której celem było zniszczenie siedziby jego ojca. Czyli .. domu młodzieńca.

Wybuch spowodował mnóstwo dymu w środku góry, jak i na zewnątrz. Tak to przygotował Merlin, to jego ostatni podstęp. W ten sposób skrył przed oczami Mronów i Harpii statek odlatujący z ukochanym synem. Pogrzebane zostało prawie całe dziedzictwo maga, przetrwa tylko to, co znajduje się w Pokornym Dzwonie. Dzięki temu jego potomek uzyska czas niezbędny na bezpieczny oddalenie się i przygotowanie do walki o przetrwanie ludzkości.

A Astilus? Cóż, nieco przerażony, ale przede wszystkim bardzo smutny, rozpoczął podróż w nieznane. Bo czy Ziemię Astilus mógłby nazwać czymś znanym? Słyszał o niej jedynie w opowieściach swojego ojca. Wiedział, że na Ziemi musi odszukać rasę Hermonów skrytą w Strefie Mroku oraz ziemski ród Targów. O ile jeszcze istnieją na Ziemi i są tymi, za których miał ich jego ojciec. Ale instrukcje od Merlina były bardzo jasne. Wiedział, że musi się nimi kierować. Zresztą czy miał inne wyjście? Przecież już nie miał domu rodzinnego, ani też jakichkolwiek bliskich. Zniszczył wszystko bezpowrotnie. Jedną, zwykłą rakietą …

Leżąc na wygodnym fotelu, przypięty pasami, z oddali spoglądał jeszcze na obłoki dymu, w których zniknęła zniszczona góra. A w niej wszystko to co znał i kochał. Dom, wspaniały dom i ukochany ojciec. Teraz posiadał tylko ten statek, jego zawartość oraz ... magię? W tym jednym niewielkim pojeździe, skryta była cała potęga Merlina. Wiedza i doświadczenie. Przeszłość a może nawet przyszłość?

- „Ten pojazd jest tak duży i równocześnie tak mały” - pomyślał Astilus. – „Czy magia jest już we mnie?” - zapytywał sam siebie, lecąc ku nieznanemu …

Siódma Planeta - bezpłatna powieść - ciąg dalszy ...