Siódma Planeta
bezpłatna książka on-line

Siódma Planeta Tom Pierwszy

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Chr Ras

Siódma Planeta Dziedzictwo Merlina - część 1

„Gdy odejdzie człowiek prawy, stary lecz bardzo kochany,
Jego dziedzictwo pozostanie a on będzie godnie pochowany”

Siódma Planeta Dzwon Statek grafika z logo poswojsku.com.pl

Wszystko stało się dokładnie tak, jak przepowiedział ojciec Astilusa. Gdy tylko stary mag wydał ostatnie tchnienie, młodzieniec poczuł w sobie to dziwne coś. Domyślał się, choć jeszcze nie wiedział, co to tak dokładnie jest. Jak to nazwać? Tę magiczną moc, która od lat stanowiła Merlina własność, siłę i .. życie. Teraz należała do kolejnego potomka rodu. Wystarczyło tylko zapaść w medytację, aby prawie całą tą energię okiełznać i uporządkować. A moment był właściwy. Statek do podróży czasoprzestrzennych: Pokorny Dzwon, zaprogramowany był na podróż do portalu czasoprzestrzennego i dalej na Ziemię. Wrota portalu otworzyły się o przewidzianej przez Merlina godzinie i minucie. Dokładnie tak jak stary mag wskazał: niemal w środku jeziora. Żadnych niespodzianek.

- „Można by pomyśleć, że woda przenosi w przestrzeni” - pomyślał młodzieniec patrząc przez szybę statku na wodę rozbryzgującą się na jego powierzchni. - „To co przenosi w czasie, jaki element natury?”.

Ale na to pytanie nie potrafił odpowiedzieć. Niestety, nie uzyskał także stosownych informacji od ojca. Astilusa czekała długa podróż. Wiedział, że statek poinformuje go, gdy będą blisko celu. Mógł skupić się na sobie i na misji, jaką wyznaczył mu Merlin. Nadeszła pora poznać magię. Wygodnie leżąc, przyjął pozycję „na trupa”, jak się śmiał kiedyś ojciec. Ręce miał skrzyżowane tuż nad splotem słonecznym, a nogi połączone czubkami największych palców. Zapadł w medytację. Rozpoczął naukę panowania nad wielką odpowiedzialnością należącą do jego rodu. Zrobił dokładnie tak, jak go uczył przodek. Powoli lecz systematycznie poddawał się dziwnym wewnętrznym trendom. Zdawały się przepływać przez całe ciało i kumulować w głowie. A potem wyszły na zewnątrz. Zawładnęły jego ciałem i umysłem. Pojawiły się pierwsze wizje. Były przerażające: ogień, czerwony, palący płomień, a w jego środku .. młody mag. Poczuł swąd spalenizny i żar otaczający jego ciało. Ból! Ujrzał śmierć! Martwe zakrwawione ciała setek ludzi. Nie! To nie setki! To co najmniej tysiące, albo setki tysięcy! I straszliwe otoczenie: przerażające, czarnookie dzieci spowite ciemnością, błagające o pomoc „- Pomóż nam, pomóż! Uratuj nas ..”. I strach! Wszechogarniający, wszechpotężny strach, który otaczał młodego maga. Przenikał go do szpiku kości. Zabierał mu dech, zaczął ściągać w otchłań. Prowadził prosto do rozżarzonych czeluści. Strach, przerażenie ... Zło! Czyste, silne, potężne zło. Otaczające go i pochłaniające. Czuł je już w środku. Żar i moc zła. Poddanie się może oznaczać wielką siłę, niewyobrażalną moc czynienia .. zła. Rządzenia tym chorym Wszechświatem. Podbijanie innych światów, …

- Chce mnie pożreć czy opanować? - pomyślał przerażony.

- Dość! - wykrzyknął nie wybudzając się z medytacji. - Dość

Siłą wyobraźni zaciągną białą, niewinną zasłonę na ZŁO. Wiedział, że powinien do niego wskoczyć. Zmierzyć się z nim i pokonać to co jest złe. Ale nie miał siły, ani też nie posiadał jeszcze wystarczająco odwagi. Wyczyścił te straszne pożerające go obrazy. Przywołał rozpogodzoną twarz ojca, potem górskie strumyki wolno spływające z gór. Promienie Jasnej Gwiazdy Siódmej Planety kąpiące się w lustrze górskiego jeziora. Spokój. Spokój i równowaga. Poczuł, że znajduje się w środku tego wspaniałego otoczenia. Lewituje nad spokojnym lustrem wody. Wtem dookoła niego pojawiła się błękitno-czerwona poświata. A potem chmury i obłoki w kolorach czerwonym oraz błękitnym. Znaki były bardzo jasne. Błękitne chmury, to piękna wspaniała magia czystego dobra. Pędząca przez góry i doliny w radosnym uniesieniu dostarczania pomocy wszystkim potrzebującym. A czerwone? Moc, wściekłość, siła niszczenia i siania zła. Ale gdy ją okiełznasz i połączysz z miłością i błękitem .. Taaak. Połączenie daje prawdziwą, niezwyciężoną magię czynienia dobra. „Kiedyś ją okiełznam - pomyślał. Kiedyś.”

Pierwszy pojedynek za Złem wydawał się wygrany, ale młody mag zdawał sobie sprawę, że to dopiero początek jego drogi. A dobro wcale jeszcze nie wzięło go w swoje posiadanie. Jedynie nieznacznie zbliżył się do drogi, na której chciał widzieć go Merlin. Ale czy droga ojca jest dobra także dla syna?

Tak właśnie Astilus zaprzyjaźnił się pierwszy raz ze swoim dziedzictwem, potęgą rodu magów. Ta przyjaźń ma trwać długie wieki. Ale na razie to były zaledwie początki wielkich możliwości. Wiedział, że czekają go całe lata, albo i wieki ćwiczeń oraz poświęceń, zanim osiągnie poziom swojego ojca.

Z medytacji wyrwał go miły głos statku, informujący o zbliżaniu się do granic Ziemi.

- Jestem w domu ojca - pomyślał młodzieniec.

Pokorny Dzwon wynurzył się ze zbiornika wodnego. Tak, jak kiedyś Merlin powiedział: „- Większość portali czasoprzestrzennych znajduje się w, pod lub nad zbiornikami wodnymi. Woda daje nie tylko życie. Trzeba ją poznać i umieć wykorzystać jej naturalne możliwości”.

Zgodnie z instrukcjami ojca, Astilus zatrzymał statek nieopodal portalu. Była noc, ciemność spowijała całą okolicę. Poza nią, przed oczami zwykłych śmiertelników statek chroniła także technologia Pokornego Dzwonu. Wytwarzał dookoła siebie pole uniemożliwiające dostrzeżenie go przez istoty ludzkie. No chyba, że człowiek idąc uderzyłby głową w ścianę statku. Ale to było niemożliwe, gdyż wspaniały pojazd „zawisł” tuż nad koronami drzew pobliskiego lasu. A jedynie kropelki spadającej z niego wody, mogły zdradzić, gdzie się znajdował.

Światło ziemskiego księżyca rozświetlało całą okolicę. Las, ciągle jeszcze wzburzony zbiornik wodny, pola, łąki, światła widoczne w oddali. Młody podróżnik postanowił się rozejrzeć po okolicy. Znajdował się nad skrajem kilkuhektarowego lasu. Kilkaset metrów dalej, po prawej stronie było widać zbiornik, z którego wypłynął Pokorny Dzwon. Za zbiornikiem w oddali dostrzegł światła ludzkiego miasta.

- Całkiem jak na Siódmej Planecie - pomyślał. - Cicho i spokojnie, prawie jak w domu. Prawie ... Zapewne większość ludzi już śpi. Niemalże idealne: cisza i spokój.

Astilus przez szyby swojego statku podziwiał ziemski krajobraz. Po kilku dłuższych chwilach postanowił rozpocząć wykonywanie zaplanowanych przez Merlina działań. Powiedział sam do siebie:

- Nie mogę tracić czasu. Trzeba wysłać sygnał medytacyjny z wiadomością: „Potomek Wielkiego Maga Merlina, przyjaciela Hermonów, prosi o spotkanie”. To jedyny sposób, aby zwrócić uwagę mieszkańców Strefy Mroku. Sygnał medytacyjny, to informacja wysyłana na poziomie umysłowym, a przemierzająca całą planetę. A że zakres przekazywania informacji ustawił jedynie na Strefę Mroku, więc niewielkie było ryzyko, aby ktokolwiek innych przechwycił tę wiadomość. A już na pewno nie ludzie. „Ich mózgi, tam na Ziemi, na pewno nie obsługują takiego zakresu. Miną kolejne wieki, zanim zbliżą się do tego poziomu.” - powiedział kiedyś Merlin.

- O ile tylko wykonam wszystko zgodnie z instrukcjami mojego wielkiego przodka - pomyślał Astilus - wkrótce powinni zgłosić się Hermoni. Czyli właściwie kto?

Po wysłaniu sygnału czekał spokojnie na spełnienie przewidywań ojca. W tym czasie doskonalił umiejętność posługiwania się świeżo nabytą magią, ale tylko jej jasną stroną. Bał się wejrzeć do czerwieni, gdyż go przerażała swoją siłą i brakiem jakichkolwiek granic. Studiował także zapiski Merlina ucząc się i doskonaląc własne umiejętności. A w przerwach w pracy, obserwował ludzi. Przyglądał się istotom tak niezmiernie podobnym do mieszkańców Siódmej Planety. I nie ma się co dziwić, przecież posiadali tych samych przodków. A przez kilka wieków nie oddalili się swoim wyglądem od siebie.

Jednak przede wszystkim oczekiwał sygnału od Hermonów. Kontakt z nimi był jego pierwszym, najważniejszym celem. Wszystko co robił było dla niego nowe i nieco dziwne. Magia i ludzie. Co było dziwniejsze? Ludzie? Tak, ludzie. Mimo, że wyglądali jak on, zachowywali się strasznie dziwnie. Patrząc na nich z daleka, widział ruch ludzkich osobników w pobliskiej okolicy oraz niedaleko położonym, całkiem dużym mieście. Ten pośpiech z jakim się poruszali. Gdzie oni wszyscy się śpieszą? Dokąd? Dlaczego tak mało radują się z życia? Przecież większość z nich tak strasznie krótko żyje. Czy właśnie dlatego się tak bardzo śpieszą? A śpiesząc się żyją jeszcze krócej. Czyżby tego nie rozumieli? Zamykali krąg życia, a jednak tego nie rozumieli.

Siódma Planeta grafika z logo poswojsku.com.pl

Ucząc się i medytując doczekał reakcji na własny sygnał. Z tym, że oczekiwał odpowiedzi tą samą drogą co wysłana wiadomość. A tymczasem pod statkiem pojawiła się kobieta. Wyczuł jej obecność. Dokładnie tak jak powiedział ojciec: „Gdy w pobliżu będzie znamienity Hermon, na pewno Twoje ciało odczuje jego obecność”. Tak się stało. Poczuł dziwne mrowienie na plecach. Postanowił działać. Otworzył wrota i zaczął wysuwać schody, aby nieznajoma weszła na jego statek. Ale nie było to potrzebne. Jeden jej długi skok na drzewo w połowie jego wysokości, drugi w stronę statku i wyglądająca na trzydzieści kilka ludzkich lat kobieta znalazł się w wejściu na wprost młodego maga. „Ależ jest piękna” - pomyślał Astilus. Ubrana była w jednolity, kolorowy strój, ściśle przylegający do jej krągłego i zgrabnego ciała. Sympatyczna twarz wskazywała na przyjaźnie nastawioną osobę. Ale nie wszystko w niej było takie ciepłe i przyjemne. Oczy - jedyne czego można byłoby się obawiać to jej oczy. Były zimne, lodowe, przeszywające na wylot. Dokładnie tak, jak to opisał ojciec. W tym elemencie bardzo przypominała zimnokrwistych Harpii. Ale oni nie mieli płci, a ona zdecydowanie była rodzaju żeńskiego. Tak, oczy, zimne oczy. Teraz był pewien, że to przedstawicielka rasy Hermonów. Ludzie takich oczu nie mieli. Nie biłaby od człowieka taka siła i zdecydowanie.

- Witaj nieznajomy. Kim jesteś - zapytała spokojnie, przeszywając go na wylot lodowym wzrokiem? - Dlaczego nie będąc częścią mojego ludu, używasz naszych zasad komunikacji?

- Witaj przedstawicielko wielkiej, dumnej i długowiecznej rasy Hermonów. Cieszę się z Twojego przybycia. Wiele wieków temu Twój lud umożliwił mojemu ojcu Merlinowi podróż na inną planetę. Dokonał tego z wykorzystaniem Mega Dzwonu - hermońskiego statku czasoprzestrzennego. Jestem synem Wielkiego Maga Merlina, przybywam na Ziemię pragnąc pokoju i naturalnego zrozumienia. Nazywam się Astilus.

- Czy nie dlatego Twój przodek opuścił Ziemię? Właśnie dla życia w pokoju? - zapytała. Stała dumna wyprostowana i pewna siebie. Słowa wypowiadała w ostrym, raczej nieprzyjaznym tonie. Być może w ten sposób wskazywała na niedowierzanie w usłyszaną opowieść nieznajomego.

- Tak, masz rację, ale niestety, życie ludzkie na mojej planecie zostało zniszczone. Prawdopodobnie tylko ja ocalałem. Przed śmiercią mój ojciec kazał mi przybyć na Ziemię i skontaktować się z dumnymi Hermonami. Proszę Was o pomoc. Mam do przekazania bardzo ważne informacje dotyczące przyszłości tej planety i Waszego ludu. Czy zechcesz mi pomóc? Bardzo proszę - mówiąc to położył lewą dłoń na sercu, a prawą kilka centymetrów niżej i skłonił się. Wykonanego Starodawnego Gestu Pokory nauczył się od ojca. Mimo, że nie widział w nim zbytniego sensu, zrobił go. Merlin mawiał z wielkim przekonaniem, że Starodawny Gest Pokory jest niezmiernie ważny w kontaktach z prastarymi rasami. „Tradycja i pokora są bardzo istotne dla Hermonów” - powiedział kiedyś synowi. I jak zwykle, także w tym przypadku Merlin miał rację.

- Jesteś dobrze wychowany - powiedziała rozmówczyni i odwzajemniła Starodawny Gest Pokory równocześnie jakby delikatnie się uśmiechając. Zelżał także ton jej głosu, już nie był taki ostry i nieprzyjemny. - Pokora to wspaniała i bardzo cenna cecha. Szanujemy ją i utrwalamy. Zajmę się więc Twoją prośbą. Wrócę tutaj za dwa dni. Wówczas się dowiesz, co Hermoni postanowili w Twojej sprawie. - Wykonała Starodawny Gest Pokory, odwróciła się i zeskoczyła na drzewo, z niego na kolejne, aby zakończyć podróż w dół na leśnej ściółce. Poruszała się z gracją i zwinnością górskiej kozicy. Tak, to zdecydowanie nie mogła być ludzka kobieta. Była taka wspaniała, magicznie cudowna …

Młodzieniec chciał jeszcze zapytać jak ma na imię rozmówczyni, ale nie zdążył. Wszystko odbyło się tak dziwnie szybko. A jej obecność zrobiła go takim jakby zupełnie bezbronnym. Co takiego w niej było? Cóż, trudno powiedzieć. Pozostało jedynie czekanie. A wraz z nim: magia, medytacja i obserwacja ludzi. To robił kolejne dwa dni. Magia, medytacja, obserwacja ludzi, spożywanie posiłków, no i wiedza, zgłębianie wiedzy. A do tego cierpliwość! I tak w kółko. Przez dwa kolejne dni. Aż wreszcie doczekał się! Przybyła ta sama osoba. Równie, wspaniale magiczna. Podobnie jak przedtem wskoczyła do jego statku i powiedziała niespodziewanie:

- Jestem Guenan - kobieta wyciągnęła rękę w stronę Astilusa. - Miło jest mi Ciebie Astilusie poznać.

- Witaj, tak, faktycznie - jak już wspomniałem jestem Astilus, syn Maga Merlina - podał jej dłoń w geście przywitania. - Bardzo się cieszę, że wróciłaś. Czy teraz spełnisz moją prośbę?

- Jeżeli faktycznie jesteś synem Merlina powinieneś mieć coś od mojego ludu. Niezmiernie ważną pamiątkę. Coś co dawno temu od nas otrzymał ludzki mag na znak długowiecznej przyjaźni. Wytwór natury i naszej hermońskiej technologii. Wiesz o co mi chodzi?

- Tak, wiem. Masz na myśli zapewne Naturalny Medalion, który mój ojciec wiele wieków temu otrzymał od Twojego ludu - zapytał Astilus z uśmiechem?

- Tak - skinęła głową - możesz mi go pokazać?

- Chodź za mną, głębiej do mojego statku, poprowadzę.

Wzdłuż białego, doskonale oświetlonego korytarza doszedł do błękitnych drzwi. Otworzył je i powiedział:

- Wejdź proszę do sterowni mojego statku. Tutaj trzymam Naturalny Medalion. Nie do końca rozumiem jak on działa, ale wiem, że bez niego statek nie będzie w stanie prawidłowo funkcjonować. Jest elementem architektury sterującej tym wspaniałym pojazdem.

Weszli do środka bielutkiego pomieszczenia, podeszli do pulpitu będącego wewnątrz. Astilus wskazał przybyszce wystający element pulpitu, wyglądający jak elipsoidalny kawałek kory drzewa.

- Oto Naturalny Medalion otrzymany od Twojego ludu. Mój ojciec wykorzystał jego naturalną moc jako podstawowy element statku. Mawiał, że jest to serce tego pojazdu. Umożliwia uruchamianie Pokornego Dzwonu i poruszanie nim. Naturalny Medalion jest zaprogramowany na mój ród. Dlatego nikt inny nie jest w stanie użyć mojego statku. A przynajmniej tak mi się wydaje.

Kobieta popatrzyła na Naturalny Medalion, delikatnie go dotknęła. A gdy poczuła jego naturalną potęgę, potwierdzoną jasnym rozblaskiem w trakcie dotyku, z uśmiechem powiedziała do Astilusa:

- Teraz wierzę, że jesteś synem naszego przyjaciela Merlina. Zabiorę Ciebie do mojej rasy. Poznasz Wielką Księżną Hermonów Sirillę oraz pozostałych członków Rady Hermon. Ale najpierw musisz mi zaufać - spojrzała na niego pytającym wzrokiem.

Młodzieniec popatrzył w jej zimne oczy i powiedział:

- Tak, ufam Tobie i Twojemu ludowi, gdyż tak nakazał mi mój zmarły ojciec.

- Na razie to wystarczy, ale mam nadzieję, że w przyszłości obdarzysz nas zaufaniem bez potrzeby powoływania się na Merlina.

Astilus popatrzył na nią i wykonał ruch głową. Chyba to było potakiwanie, ale zawierające w sobie odrobinę niepewności. Wiedział, że nie ma innego wyjścia. Musi kontynuować misję wyznaczoną mu przez ojca.

- Dokonajmy chwilowego zespolenia - powiedziała kobieta - połóż lewą dłoń na Naturalnym Medalionie, drugą chwyć moją lewą rękę, a ja przekażę dane, dzięki którym Twój statek wnet przejdzie do Strefy Mroku.

Młodzieniec patrzył z odrobiną niedowierzania, ale obiecał, że zaufa, więc nie mógł się wycofać z danego słowa. Jak się później okazało, warto było obdarzyć przedstawicielkę Hermonów zaufaniem. Stało się jak powiedziała. Tak po prostu. Zwykłe połączenie rąk dwóch istot z Naturalnym Medalionem. Niesamowite! Astilus wiedział od ojca, że Strefa Mroku istnieje tuż obok ludzkich siedzib. Ale dla ludzi jest niedostępna. Nie dostrzegają jej, gdyż chroniona jest starodawnymi hermońskimi umiejętnościami. W starych czasach nazywane to było magią, czarami nieczystymi, a nawet uczynkami szatana. Lecz nie ma się co dziwić ludziom. Nawet Astilus nie bardzo potrafił sam sobie wytłumaczyć czym jest Strefa Mroku. Na Siódmej Planecie nie było niczego takiego, choć niektórzy ludzie twierdzili, że jaskini Merlina nie ma. A przecież istniała! Spowodowane to było magią Merlina, która ukrywała prawdę przed wieloma mieszkańcami rodzinnej planety Astilusa. Ojciec od wielu lat powtarzał mu, że do wszystkiego trzeba dojrzeć, także do zrozumienia naturalnej wiedzy. Teraz postanowił skorzystać z okazji i zapytać o Strefę Mroku przedstawicielkę Hermonów, bo niby kto inny byłby w stanie lepiej wytłumaczyć zagadkę Strefy Mroku?

Siódma Planeta - bezpłatna powieść - ciąg dalszy ...